belieber-for-ever

"Nigdy nie można bać się swojego zdania"

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!

Chapter Four

Te kilka dni minęły jak za mrugnięciem oka. Szybko i bez problemowo. Justin się jeszcze nie obudził a ja musiałam całymi dniami przy nim siedzieć. Powiem szczerze, że nie podobało mi się to jakoś szczególnie. O wiele bardziej wolałam pracę na izbie przyjęć gdzie nie ma czasu na kawkę. Czytałam właśnie swoje stare notatki ze studiów kiedy przypomniałam sobie, że dzisiaj miałam odebrać kartę z wynikami badania krwi Justina.
Może ogólnie powiem co do tej pory ustaliliśmy. A więc, Justin jechał z zawrotną prędkością na jednej z Kalifornijskich autostrad. Ustaliliśmy, że ma złamaną lewą rękę w dwóch miejscach a także żebro, które na szczęście nie przebiło żadnego narządu wewnętrznego. Przeszedł już łatwy zabieg wycięcia wyrostka, który zauważono przez przypadek w czasie prześwietlania. Na dzień dzisiejszy, największy problem sprawia śpiączka chłopaka, która może potrwać nawet latami.
Żwawym krokiem poszłam do laboratorium.
-Hej Mike, masz już moje winiki ?
-Właśnie, nie wiedziałem za bardzo jak to podpisać bo mi nie powiedziałaś kogo to krew, więc podpisałem Justin Bieber, ok? - popatrzył na mnie z poważna miną.
-Skąd to wiesz?
-Nikki, takie plotki szybko się przemieszczają. No to gratuluje, naprawdę tylko nie wiem za bardzo komu : tobie czy twojemu ojcu.
-Mike, zrozum, że on z tym nie ma nic wspólnego. To, że jest moim ojcem nie znaczy, że będzie mi wszystko załatwiał . - powiedziałam podniesionym głosem. Za każdym razem kiedy ktoś mówił coś o moim ojcu tętno mi się zwiększało i nie potrafiłam w pełni się kontrolować.
-Dobra, dobra, ja wiem swoje i cała szpitalna załoga też wie swoje. - przejechał na krześle do blatu po przeciwnej stronie pokoju i podał mi wyniki.Bez słowa wyszłam. Powoli się chyba nawet przyzwyczajałam, że wszyscy mówią, że to gdzie jestem jest zasługa mojego taty. Gdyby wiedzieli prawdę to by im szczęka opadła. Oczywiście było mi troszkę łatwiej bo zawsze z jakimś problemem miałam się do kogo zwrócić, ale zawsze ostatecznie sama załatwiałam swoje sprawy. "Dziadek" zawsze mi mówił, zebym nie przejmowała się takimi głupotami. Prędzej czy później przekonają się, że mam talent i to wszystko moja zasługa.
Wróciłam do swojego "gabinetu" z widokiem na Justina i zaczęłam czytać wyniki. Wszystko było książkowi oprócz poziomu hemoglobiny. Był znacznie mniejszy niż powinien być. To oznaczało, że prawdopodobnie Justin był chory na anemię.
Musiałam jeszcze przeprowadzić krótki wywiad z jego mamą by dowiedzieć sie czy miał objawi anemii. Wszystko się zgadzało. Podałam mu kroplówkę ze śladami żelaza i chlorofilu bo jak na razie tylko tyle mogłam zrobić.
Kiedy przyszedł czas na nocną zmianę poszłam jeszcze do ordynatora i streściłam krótko czego sie dzisiaj dowiedziałam o stanie Justina.
Do "dziadka" chodziłam rano, wiec po rozmowie szybko wyruszyłam w drgoę powrotną. Rodziców nie było w domu. Cieszyłam się, bo zamieniłam się z moją zamienniczką i na następny dzień ja miałam przyjść na nocny dyżur a ona by siedziała w dzień. To oznaczało, że miałam cały dzień wolny.

Rano wstałam bez pomocy budzika, więc jak na razie nic nie mogło popsuć mojego humoru. Rodzice pewnie jeszcze spali, cichutko się ubrałam w letnie ciuchy i wyszłam z domu. Uwielbiałam siadać w swojej ulubionej kawiarence i popijajac wyśmienita kawe czytać wyjątkowe książki. Własnie dzisiaj miałam na to ochotę.
Usiadłam na wypatrzonym miejscu w kącie i popłynęłam w fantazję książki.
Po kilku godzinach szczęśliwa wróciłam do domu. Uwielbiałam takie dni, kiedy nie muszę się niczym martwić i moge w spokoju siąść i czytać.
Przygotowałam się na nocny dyżur i już po kilkunastu minutach byłam w szpitalu.
Nic się nie działo, zresztą jak zwykle. Byłam wyspana, wiec nie męczyła mnie senność.
Dochodziła już 4 w nocy kiedy przyszedł czas na zmianę kroplówki. Weszłam przez szklane drzwi do sali i wyjęłam potrzebne rzeczy. Usłyszałam jak aparatura, która śledziła pracę serca Justina, trochę głośniej i szybciej zaczęła pikać, lecz zostawiłam to bo czasami się tak zdarzało. Kiedy podchodziłam do niego, żeby podłączyć worek z cieczą zaczął wyć inny alarm. Dźwięk był cichy jednak wiedziałam, że on oznacza naprawdę wielką rzecz. Serce zaczęło mi szybciej bić a rece troche drżeć. Dużo razy czytałam co się robi w takich sytuacjach, ale wtedy miałam pustkę w głowie. Wszystko wskazywało na to, że Justin się budził. Poczekałam jeszcze chwilę na jakikolwiek ruch z jego strony. Obserwowałam jego całe ciało, lecz powoli coraz bardziej myślałam, że aparatura sie pomyliła i Justin dalej jest w śpiączce. Po jakimś czasie ujrzałam jak powolutku, milimetr po milimetrze ruszał sie jego duży palec u nogi. Serce mi dwa razy mocniej zabiło, lecz dalej stałam wryta przy jego łóżku.
W końcu z wielkim trudem otworzył oczy. Wszystko robił etapami w bardzo wolnym tempie. Rozejrzał się po sali a na końcu wbił we mnie wzrok. Był on otępiały, ale to nic dziwnego, w jego głowie pewnie teraz nie brakowało pytań typu "gdzie ja jestem?" albo " kim ja jestem". Patrzył na nie pustym wzrokiem co zaczynało mnie trochę przerażać. Nagle cała mądrość mi wróciła i przypomniałam sobie co powinnam teraz zrobić.
-Witam panie Bieber. Jest pan w szpitalu po ciężkim wypadku. Ja jestem pana pielegniarką i już zaraz poinformuje rodzine, że się pan wybudził.- przesłałam mu zachęcający uśmiech i poszłam po karte z pytaniami, które dał mi ordynator właśnie na taką chwilę. To było dość absurdalne bo Justin i tak by mi nie odpowiedział bo miał rurkę w ustach, ale robiłam to co mi kazali.
-Wie pan jaki mamy rok? -zadałam pierwsze pytanie, na które brunet nie zareagował.
-No dobrze, a wie pan co się dokładnie stało? -dalej leżał w bezruchu i wpatrywał się we mnie.
-A może wie pan kto śpiewał piosenkę "Boyfriend"? - zero odpowiedzi, lecz kiedy powiedziałam tytuł piosenki można było zobaczyć w jego oczach jedną, małą iskierkę.
Wyszłam z sali i złapałam za telefon. Byłam dumna, że mogłam przekazać tak wspaniałą wiadomość. Usłyszałam przez słuchawkę szczęście w głosie mamy Justina i już po kilkunastu minutach wszyscy stali przed salą.
-Tylko proszę go zbytnio nie męczyć, jest jeszcze naprawdę słaby. No i prosze pamiętać, ze dopiero niedawno się obudził co oznacza, że jeszcze pewnie wszystkiego nie pamięta, ale prosze sie nie martwić, to wszystko przyjdzie z czasem.
Wszyscy nie mogli się już doczekać kiedy zobaczą znów te jego brązowe oczy, wiec nie trzymałam ich zbytnio i kiedy skończyłam weszli niepewnie do środka.
Oglądałam ich z mojego pokoju. Widać było, że w każdym z nich drzemie miłość do Justina. Pattie płakała ze szczęścia i całowała ręce syna, lecz on patrzył na nich jakby pierwszy raz ich widział na oczy. Domyślałam sie jak to musi boleć. Ukochana osoba cię nie poznaje, to jest straszne uczucie. Wszyscy mieliśmy nadzieję, że to tylko przejściowe i Justin wróci do swojego normalnego charakteru.


-----------------------------------------------------
przepraszm, że tak długo nie pisałam, mam nadzieję, że o mnie nie zapomniałyscie ;0
Podoba Ci się? Prosze skomentuj, będę bardzo wdzięczna ;)

Tagi: 4
02.01.2013 o godz. 15:22

Chapter Three

Podeszłam niepewnie do jego łóżka i ręką dotknęłam kołdry, którą wygładziłam. Justin był moim pierwszym pacjentem. Szpital nałożył na mnie wielką odpowiedzialność. Było to dla mnie ogromne wyzwanie. Musiałam pokazać się od jak najlepszej strony, lecz jak popełniłabym jakiś błąd mogłabym mieć gorsze konsekwencje niż śmiałabym pomysleć. Przeszły mnie dreszcze po całym ciele jednak postanowiłam wierzyć w siebię i zrobić mu wszystkie badania książkowo.

Okrążyłam łóżko i wyjęłam z szafki rękawiczki i szczykawkę. Nie lubiłam ani pobierać krwi ani kogoś szczepić, lecz nie miałam innego wyjścia. Zrobiłam potrzebne rzeczy i już po chwili czerwona ciecz znajdowała się w pojemniku, który zaraz odczepiłam od reszty i położyłam na blacie. Nagle kontem oka zauważyłam, że poruszył się mały palec Justin a moje serce mocniej zabiło. Czym prędzej do niego podeszłam i poczekałam chwilę na następne ruchy, jednak nic nie wskazywało na to, żeby się budził. Pewnie mi się przewidziało, lecz musiałam to jeszcze sprawdzić, delikatnie podnosząc powieki chłopaka po czym swiecąc jasnym światłem w jego gałki oczne. To krótkie badanie tylko mnie utwierdziło, że wszystko mi się przewidziało. Puściłam jego lewą powiekę, na której zobaczyłam mały pieprzyk. Pierwszy raz popatrzyłam na niego jako na mężczyznę a nie jak na pacjenta. Z tego co mi było wiadome miał tyle lat co ja, jednak w życiu nie dałabym mu tyle. Wglądał tak bardzo niewinnie, pewnie błąkał gdzieś między dwoma światami i nie miał pojęcia, że właśnie na niego patrzyłam. Włosy miał poczochrane i lecz można było z łatwością zauważyć, że miał je zadbane. Mój wzrok przeszedł na jego usta, w których od razu się rozmarzyłam. Były pełne i cudnie zaczerwinione. Gwałtownie się odwróciłam do niego tyłem. Nie mogłam sobie pozwolić na takie uczucia, nie przy nim. Moim zadaniem było tylko sprawienie, żeby w całości wyszedł ze szpitala. Tylko tyle. Wzięłam szklany pojemniczek z krwią Justina i rzucając mu ostatnie spojrzenie wyszłam z sali. Usmiechnęłam się do jego mamy i poszłam w stronę szpitalnego laboratorium. Weszłam do srodka i ujrzałam Mike siedzącego przy biurku i coś notującego. Mike to był mój kolega ze studiów. Chodził on do rok starszej grupy, był miły i przyjazny jednak miałam z nim kilka niemiłych sytuacji, w których pokazał, że jest bardzo nachalny i gwałtowny. Jednak mimo wszystko byliśmy dobrymi znajomymi.
-O, hej Nikki. Słyszałem, że dostałaś jakieś specjalne zadanie. Powiesz mi o co chodzi? Bo nikt nic nie wie. -zapytał i zrobił śmieszną minę.
-Cześć Mike, niestety, ale nie mogę ci powiedzieć. Mam tutaj próbki krwi, zrobiłbyś jak najszybciej wszystkie badania? Byłabym wdzięczna. / podałam mu ampułkę i chciałam wychodzić z pomieszczenia jednak Mike mnie zatrzymał.
-Nikki, poczekaj chwilę, masz wolny dzisiejszy wieczór?-zadał pytanie z nutą nadzieji w głosie.
-Nie jestem pewna, ale raczej nie.
-um,to szkoda. - spuścił lekko głowę.
-Przepraszam cię Mike, ale muszę już wracać./ powiedziałam po czym wyszłam.
Nie wiedziałam co o tym myśleć. Niby lubiłam Mike, ale nie czułam się w jego towarzystwie pewnie i bezpiecznie a to wszystko przez te jego dziewne zachowania z przeszłości.
Usiadłam w pomieszczeniu, które było idealnie przystosowane do pilnowania zdrowia Justina. Znajdowało się tam lustro weneckie, więc mogłam bez obaw obserwować chłopaka tak jak i jego rodzine. Przez cały dzień nic wielkiego się nie działo, tylko co kilka godzin musiałam do niego iść i zmieniać kroplówki i takie podobne. Wszyscy tylko czekaliśmy aż Justin się obudzi a potem już wszystko byłoby z górki. Żałowałam tylko, że nie mogłam odwiedzić "dziadka", lecz postanowiłam do niego pójść po dyżurze, który kończył się już za godzinę.
Ostatni raz weszłam do sali, w której już nie było tylu ludzi co przedtem. Została tylko mam Justina, która głową leżała na jego kolanach. Podeszłam do niej i położyłam rękę na jej ramieniu. Podniosła głowę i spojrzała na mnie a ja ujrzałam zaczerwienione i spuchnięte oczy, które zdobiły pojedyńcze, małe zmarszczki. Tak samo jak przy wcześniejszym naszym spotkaniu. Było mi jej strasznie żal. Uśmiechnełam się do niej pocieszająco i powiedziałam.
-Proszę iść do domu, kiedy dowiemy się, że Justin się obudził od razu do pani zadzwonię. - wstała bez słowa i spuściła głowę.
-Proszę mnie nie okłamywać i powiedzieć prawdę...- wzięła głęboki oddech i kontynuowała- Justin się obudzi? - widziałam, że słowa nie przychodziły jej z łatwością. Postanowiłam zrobić to co o mnie prosiła i powiedziałam jej prawdę.
-To wie tylko Bóg, ale trzeba mieć nadzieję, lecz jestem pewna, że pan Justin jest silny i szybko z tego wyjdzie.
-Dziękuje - powiedziała i spojrzała na mnie. - zrozumiem jeżeli się pani nie zgodzi, ale mogę panią przytulić? Potrzebuję teraz tego.- nic nie odpowiedziałam tylko zrobiłam o co mnie prosiła. Chciałam jej oddać chociaż jakąś cząstkę wiary i nadzieji. Po chwili oddaliłyśmy się od siebię.
-Jeżeli by pani czegoś potrzebowała to proszę pamiętać, że zawszę będę chętna.
-Jeszcze raz dziękuję. - ostatni raz powiedziała i żegnając się ze swoim ukochanym synkiem wyszła z sali.
Poczekałam jeszczę chwilę na drugą pielęgniarkę, która miała mnie zastąpić na noc, zostawiłam blado-różowy fartuch na wieszaku i wyszłam głównymi drzwiami.
Wsiadłam do auta i z rykiem silnika odjechałam z parkingu. Dopiero przy pierwszych światłach, przypomniałam sobie, że przecież miałam iść jeszcze do "dziadka", jednak byłam już zbyt zmęczona i obiecałam sobie, że odwiedzę go jutro z rana. Weszłam do domu i od razu wpakowałam się do łóżka.

------------------------------------------------------
Przepraszam Was za takie dziadostwo, ale nie dość, że nie mogłam się skupić kiedy to pisałam to na dodatek uciekł mi cały plan dot. tego opowiadania :/
Mam nadzieję, że skomentujecie :)
Tagi: 3
23.11.2012 o godz. 18:16

Chapter Two

Przebudziłam się rano i po wykonaniu dokładnie takich samych czynności jak dzień wczesniej wyszłam z domu i już po kilku minutach byłam w szpitalu. Panował tam wielki chaos. Jak się później dowiedziałam kilka minut przed moim przyjściem zdarzył się wielki wypadek trzech autobusów. Bardzo pragnęłam pomóc tym wszystim lekarzom i pielęgniarkom, lecz jeszcze nie miałam do tego uprawnien. Nie zostało mi nic innego jak bezczynne patrzenie się jak po korytarzu biegali lekarze przemieszani z rodziną pacjentów, którzy w zamieszaniu szukali swoich bliskich. Już miałam wchodzić do szatni dla personelu, kiedy w kącie ujrzałam skuloną w kulkę małą dziewczynkę. Podeszłam do niej i przykucnęłam. Dziewczyna podniosła główkę i moim oczom ukazała się przestraszona i zapłakana twarz małej.
-Co się stało? - zapytałam z nadzieją, że mi zaufa i powie mi w czym problem, lecz dziewczyna nie odezwała się, tylko badawczo mi się przyglądała.
-Zgubiłaś mamusię? - Mała tylko pokiwała głową. Odgarnęłam jej włoski z czoła i sprawdziłam godzinę. Powinnam już być z Megi u jednego z pacjentów jednak uznałam, że dziecko jest ważniejsze. - Ja jestem Nikki, co ty na to żebyśmy razem poszukały Twojej mamy?
Kiedy mała się zgodziła, wzięłam ją na ręce i razem zaczęłyśmy przemierzać korytarze pełne ludzi. W pewnym momencie dziewczynka gwałtownie się ruszyła i zawołała "mamaa". Domyśliłam się, że gdzieś na horyzoncie zobaczyła swoją mamę, więc postawiłam ją na ziemię i poprawiłam spódniczkę a mała już leciała z otwarymi rączkami i po chwili dostała się do ciepłych i bezpiecznych ramion. Cieszyło mnie to, że mogłam jej pomóc. Pewnie obie przeżywały przez chwilę swoją własną, małą katastrofę a ja pomogłam im skrócić ten nieprzyjemny czas. Byłam z siebie dumna, był to mały gest, ale jak bardzo cieszył. Odwróciłam się i już po chwili byłam w pomieszczeniu, do którego na początku szłam.
Przebrałam się najszybciej jak mogłam i dołączyłam do Megi i reszty grupy. Na szczęscie sam lekarz, który miał nas nauczać na przykładzie niektórych przypadków, też się spóźnił.
Połowa dnia przeleciała mi bardzo szybko, nawet nie zauważyłam a przyszedł czas na moją przerwę. Poszłyśmy z Megi do pokoju gdzie mogłyśmy chwilę odpocząć, zrobiłyśmy sobie kawę, usiadłyśmy przy stoliku i w zamysleniu czytałysmy jakieś gazety.
W pewnej chwili do pomieszczenia weszła nasza znajoma Madison, która także była w tym szpitalu na stażu.
-Nie uwierzycie...- usiadła na jednam z krzeseł i oddychnęła. - Justin Bieber tu jest. - powiedziała z podnieceniem na jednym wdechu. Nie przejęłam się tym za bardzo. wiedziałam kim on jest jednak nie byłam jakąs jego fanką. Słyszałam kilka jego piosenek i uważałam je za znośne. Nie mogłam o nim nic powiedzieć, bo go po prostu nie znałam.
-A kto to jest? - zapytała Megi. Dobrze wiedziałam, że wiedziała kim on jest, a tym pytaniem chciała tylko rozgniewać Madi, która zresztą spiorunowała ją wzrokiem.
-A co mu się stało? - zapytałam, lecz nie dane mi było wysłuchać odpowiedzi, ponieważ drzwi się otworzyły i do pokoju wszedł lekarz, który nami "sterował".
-Dziewczyny koniec przerwy. Minęło dużo czasu a w szpitalu dalej jest jeden, wielki chaos, wiec postanowiłem, że wezmę za was odpowiedzialność i pójdziecie pomagać lekarzom. -wstałyśmy wszystkie i gotowe do zmierzenia się z tym wyzwaniem wyszłyśmy z pokoju, jednak lekarz zatrzymał mnie na chwilę.
-Nikki, ty nie pójdziesz z nimi. Mam dla ciebię lepszą i bardziej odpowiedzialną propozycję.
-Tak, słucham panie doktorze.
-Chodź, sama się przekonasz. - szłam za nim po korytarzach aż w końcu weszliśmy przez jakieś drzwi do części szpitala gdzie nigdy nie byłam. Przeszliśmy jeszcze kawałek kiedy dotarliśmy do tym razem szklanych drzwi. Na łóżku leżał nie kto inny jak Justin Bieber a wokół niego siedziała rodzina i bliscy. Odwróciłam się do doktora i z lekkim strachem powiedziałam.
-Panie doktorze, po co tutaj przyszliśmy?
-Spokojnie dziecko, ustaliliśmy, że to ty będziesz pielegniarką pana Biebera. Widzimy w pani wielki potencjał, więc spokojnie pani sobie poradzi.
-Ale dlaczego tylko ja?
-Rodzina Biebera zażyczyła sobie jednej pielęgniarki na wyłączność. No.. oczywiście będzie cie ktoś zmieniał w nocy, ale to szczegół. A teraz weź te kartki i zapoznaj się z jego przypadkiem a potem porób mu podstawowe badania. - podał mi kartki i miał juz odchodzić lecz powiedział jeszcze - ah.. no i pamiętaj, staraj się, żeby to, że pan Bieber jest tuatj zostało tajemnicą.
-Dziękuję panie doktorze, postaram się zrobić wszystko jak najlepiej. -odprowadziłam doktora jeszcze wzrokiem i kiedy zniknął z mojego zasięgu wzroku znów zaczęłam się stresować.
Bałam się lecz postanowiłam utrzymać zimną krew i siadając na krześle zaczęłąm czytać jak doszło do wypadku. Okazało się, że miał on wypadek samochodowy i niestety nie wyszedł z tego jakoś specjalnie dobrze. Aktualnie był w śpiączce jednak lekarze są zdania, że ze śpiączki zaraz wyjdzie. Były też potłuczenia głowy i złamanie otwarte ręki. Prawdopodobne były też małe krwotoki wewnetrzne jednak będzie trzeba jeszcze to sprawdzić.
Oddychnęłam głęboko po czym weszłam do sali a wszystkie spojrzenia skierowały się na mnie. Wszystkie, oczywiście oprócz spojrzenia Justina. Postanowiłam się przedstawić.
-Dzień dobry, jestem Nikki Benson, wyznaczono mnie na pielęgniarkę pana Justina. Pozwolą państwo, że wykonam niezbędne badania, niestety będą musieli państwo wyjść. - patrzyłam po kolei każdemu w oczy, jednak nie przychodziło mi to z łatwością.
Wszyscy posłusznie wstali z krzeseł i wyszli poza salę, jednak pewna kobie zatrzymała się przy mnie na chwilę. Miała zmęczoną i zapłakaną twarz.
-Proszę zrobić to jak najlepiej. Musimy wiedzieć co z nim jest.- powiedziała ze spuszczoną głową. Domyśliłam się, że to jego mama, było mi jej bardzo szkoda, właśnie w tamtej chwili nie wiedziała, czy ujrzy jeszcze kiedykolwiek oczy swojego syna. Mogłam się tylko domyślać, że to najgorsze uczucie jakie matka może doświadczyć. Położyłam swoją ręke na jej ramieniu, żeby ją chociaż trochę pocieszyć i powiedziałam
-Jestem pewna, że wszyscy staną ną rzęsach, żeby pomóc pani synowi. - uśmiechmęła się pół usmiechem i wyszła z sali.
------------------------------------------------------------------------------------
Nie jestem z tego rozdziału zadowolona. A Wy? Co o tym myślicie? Prosze Was o szczere komentrze :)
ps: dziękuje za komentarze escape i SilentAngel , wzięłam sobie oba komentarze do serca i wyniosłam z nich pewne wniąski :)
Pozdrawiam ;*
Tagi: 2
16.11.2012 o godz. 20:50

Chapter One

Jak to już zwykle od kilku lat obudziłam się w tym samym momencie kiedy z mojej komórki poleciały pierwsze dźwięki budzika. Tak naprawdę, już nie musiałam go nastawiać, z czasem umysł człowieka przyzwyczaja się do pewnych codziennych rytuałów, jednak ja zawsze chciałam mieć wszystko dokładnie obliczone i przygotowane. Wstałam z łóżka po czym dokładnie go zaścieliłam, wzięłam przygotowne wczesniejszego dnia ciuchy i poszłam do łazienki, w której zrobiłam wszystkie potrzebne rzeczy do utrzymania przyzwoitej higieny osobistej. Po dłuższej chwili kiedy uznałam, że moja fryzura jest idealnie ułożona do pracy zeszłam po drewnianych schodach na dół.
-Dzień dobry, tatusiu. / Podeszłam do taty, który siedział przy kamiennym blacie w kuchni i czytał gazetę popijając kawę.
-Dzień dobry, córciu. Piękny dzisiaj dzień na jakąś małą operację, może spróbujesz juz?
-Dziękuje, ale jeszcze nie jestem gotowa./ tata chciał, żebym została tak jak on chirurgiem, lecz ja odziwo najlepiej czułam się w pielęgniarstwie. Miałam wtedy całogodzinny dostęp do pacjentów, którym w ich cięzkich chwilach jestem bardzo potrzebna, jednak nie zamierzałam się kłócić ze słowem tatusia i zamieżałam być przykładnym chirurgiem.
Stop.
Może ktos pomyśli, że moja rodzina jest "dziwną" rodziną ( kilka osób właśnie tak myśli), lecz ja tak nie uważam, wręcz odwrotnie. Do rodziców trzeba mieć szacunek, w końcu to oni przez kilkanaście lat nas wychowywali i kształcili, teraz nasza pora, żeby się odwdzięczyć.
-A gdzie mama? / zapytałam przygotowując śniadanie tacie.
-Wyjechała na pokaz mody do Mediolanu, bardzo się w to wszystko wkręciła, kto wie, może coś z tego wyjdzie./ już śpiesze z tłumaczeniem. Otóż moja mama zaczęła interesować się modą. Nie rozumiałam za bardzo dlaczego akurat moda, przecież cała nasza rodzina jest zakręcona w medycynę, ale nie przeszkadzało mi to. Jeżeli, tego właśnie pragnęła to ja nie mogłam jej stanąć na drodzę.
Podałam tacie gotowe śniadanie a sama poszłam do swojego pokoju i usiadłam przy toaletce. Może nikomu by się tak nie wydawało, ale lubiałam wyglądać ładnie, nie dla kogoś, dla samej siebie. Pomalowałam oczy, nałożyłam trochę różu, pomadkę na usta i już byłam gotowa do wyjscia. Posprzątałam tylko, niepotrzebnie porozrzucane rzeczy, wzięłam teczkę z papierami i kawę do ręki i wyszłam z domu, wsiadając do czarnego Audi, które dostałam od mamusi i tatusia na urodziny.
Nigdy nie czułam rutyny dnia, każdy przypadek był fascynujący i każdy się różnił, czasem tylko szczegółami, ale jednak. Weszłam do wyremontowanego szpitala, w ktorym każdy był dla mnie mily, czasem aż za...
Udałam się do "pomieszczenia dla upoważnionych" i po otwarciu drzwi od razu ujrzałam uśmiechnięta Megi.
-Dzień dobry Megi./ powiedziałam wchodząc a ta odwróciła się do mnie z wielkimi oczami.
-Jakie " Dzień dobry Megi"? / powiedziała udając mój głos./ Siema Megi, albo Hej Megi a nie..., witasz się jak jakieś zakonnice./ Megi zawsze doprowadzała mnie do śmiechu. Byłyśmy kompletnymi przeciwieństwami siebie jednak od początku trzymałyśmy się razem.
-Tak już się przyzwyczaiłam.
-To dlatego tu jestem, żebyś sie odzwyczaiła.
Przebrałyśmy się w zielone stroje, które wszyscy dostawali kiedy byli na stażu. Martwiłam się tylko tym, czy mnie przyjmą do tego szpitala juz do prawdziwej pracy.
-Megi, myslisz, że nas przyjmą?
-Żartujesz? Nie masz się co martwić, ciebię napewno, gorzej ze mną.
-Też jesteś w tym świetna. Razem przeszłyśmy to wszystko dlatego Bóg nas już nie rozdzieli. Albo obie wylecimy albo zaczynamy pracować i pokażemy tym wszystkim facetom, że kobieta jest nawet mądrzejsza od nich.
-I tak trzymaj.
Wyszłyśmy z pomieszczenia i zaczęłyśmy dzisiejszą walkę z codziennymi problemami. Na początku chodziłam od sali do sali i rozdawałam poranne porcje tabletek, jednak na końcu zostawiłam sobie salę, w której zawsze zatrzymywałam się na dłuzej niż kilka sekund. Leżał tam starszy mężczyzna, któremu powiedzmy szczerze nie zostało dużo czasu. Nikt go nie odwiedzał był sam jak palec, jednak mądrością onieśmieliłby każdego. Przesunęłam szklane drzwi i weszłam do środka.
-Dzień dobry,/ uśmiechnęłam sie promiennie i odstawiłam tabletki na stolik obok łóżka. / Jak się pan dzisiaj czuje?
-Witaj moje dziecko./ powiedział z lekka chrypą i podniósł się na łóżku./ Bywało gorzej. / lekko się skrzywił.
-Moze chce się pan napić wody? / zapytałam siadając na krześle blisko staruszka.
-Prosze nie mów do mnie pan, jeżeli byś mogła to " dziadku" by mnie bardzo uszczęsliwiło. / zrobiło mi się dziwnie. Byłam jedyną osobą, która go odwiedzała, miał rodzinę, lecz się nim nie interesowała, więc mnie uznał za swoją rodzinę.
-Będzie mi bardzo przyjemnie tak się do dziadka zwracać. / podałam mu wode a on widocznie na słowo dziadek z moich ust bardzo się ucieszył. / Może byśmy razem wyszli na świeże powietrze, jest piękny, słoneczny dzień, ptaki tylko czekają na dziadka.
-Dziękuję ci dziecko, wolę pobyć na razie tutaj.
W pewnym momencie dziadek zaczął opowiadać jak zwylke swoją piękną historię za czasów młodości. Widać było, że potrzebował kogoś kto z chęcią by go wysłuchał a ja właśnie taka osoba byłam. Mógł mi opowiadać o wszystkim a mi nigdy by się nie znudziło, z dziadkiem czas leciał jak zakręcony. Tylko przy nim przestawałam mieć kontrolę nad swoim życiem i tylko przy nim zapominałam o obowiązkach i problemach świata. Nawet nie dopuszczałam do siebie myśli, że pewnego dnia mogłoby go zabraknąć.
Niestety po jakimś czasie musiałam go opuścić i iść do innych pacjentów. Od każdego czerpałam jakąś cząstke energi, żeby potem ją dać komuś kto ją bardziej potrzebował.
Skończyłam dyżur i z umysłem przepełnionym dobrocią udałam sie do pomieszczenia gdzie się przebierałyśmy. Nie było jeszcze zbyt późno, więc postanowiłam przejść się jeszcze tak prywatnie do Dziadka, który oczywiście ucieszył się na mój widok.
W pewnym momencie zapytał.
-Nikki a czego ci brakuje w zyciu?/ nie wiedziałam co miałam mu odpowiedzieć. Od zawsze czułam jakąś pustkę w sercu z pewnego powodu, jednak nigdy nie potrafiłam zdefiniować dlaczego ona tak jest. Miałam rodzinę, przyjaciółkę, znajomych, zapewnioną przyszłość. Czego więcej chcieć? Nie wiem.
-Trudno jest mi odpowiedzieć na to pytanie.
-To może inaczej, czego nie miałaś w życiu?/ Dziadek wiedział dużo z moich opowiadań o moim życiu i podejrzewałam, że sam już wiedział jaka była odpowiedz na to pytanie, jednak w mojej głowie dalej brzmiała pustka. / Nikki, w twoim życiu brakuje prawdziwej miłości. Miłości, która oderwie cię od ciągłej pracy i problemów z nią związanch.
-Chcesz mi powiedzieć, że powinnam stracić głowę dla jakiegoś mężczyzny, dla którego zmienie swoje życiowe plany i idee a on potem mnie zostawi? I co wtedy? Zniszczony kawałek życia. / lekko się zdenerwowałam. Nie lubiłam związków, a jeszcze bardziej nienawidziłam związków, w których facet przeważał nad kobieta, która pod jego presją zmienia cały swój świat. Kobiety są naiwne i bezbronne, na szczęście już coraz mniej takich, a mężczyzna umie to wykorzystać i własnie to robi.
-Nie, Nikki, źle mnie zrozumiałaś. Prawdziwa miłość nie łączy sie ze zmianami marzeń czy autorytetów w życiu. Prawdziwa miłość działa naprawde cuda i nie przekonasz się o tym nie próbując.
-Dziadku, ale w tych czasach już nie ma rycerzy na białych koniach, którzy wpierw pytają rodziców o ręke córki a potem jej osobiście.
-Zaufaj mi, wiem, że jesteś mądrą i bystrą dziewczyną i umiesz rozróżnić kiedy ktoś ma dobre intencje a kiedy złe. A teraz wracaj do domu i pomyśl nad tym co powiedziałem.
-Ale Dziadku...
-Nie ma żadnych, ale. Juz cię tu nie widze./ zaśmiał sie a ja po pożegnaniu się z nim wyszłam do domu.
Po dokładnym wymyciu się wskoczyłam zmęczona po cięzkim dniu do pachnącej i cieplutkiej pościeli. Może miał on rację. Mam już 20 pare lat i jeszcze ani razu nie byłam w związku. Po prostu nie miałam na to czasu. Co prawda kręcili się różni wokół mnie jednak nigdy nie postrzegałam ich jako potencjalnych kandydatów na mojego chłopaka. Nagle po zapukaniu, do mojego pokoju wszedł tata.
-Cześć kochanie.
-Witaj tatusiu. / usiadłam na łózku.
-I jak tam kolejny dzień na stażu?/ usiadł na krańcu łóżka.
-Całkiem nieźle.
-Pamiętaj, że zawsze możesz przyjść do mojej kliniki i tam cię przyjmiemy od razu z otwartymi rękoma.
-Wiem, wiem, ale nie chcę żeby każdy myślał, że mam tą pracę tylko dzięki tobie.
-Mówiłaś już, ale tak mówią tylko ci którzy sa zazdrośni. Doszłaś naprawdę daleko, co nie udaję sie każdemu a na dodatek jesteś kobieta. Dobra, spij juz dobrze bo jutro następny cęzki dzień. / pocałował mnie w czoło i wyszedł.
Nie miałam juz siły nad niczym myśleć i poszłam spać.

------------------------------------------------------------
No także pierwszy rozdział mam już za sobą. Mam nadzieję, że komuś się to spodoba :)
Zostawcie po sobie jakiś ślad, proszęę :)
Tagi: 1
13.11.2012 o godz. 22:22

Bohaterowie.

Nikki Benson
Nie dość, że jest ona piękną brunetką o nietypowych niebieskich oczach to jeszcze na dodatek jest bardzo inteligentną i uczuciową dziewczyną. Niedawno zaczęła staż w jednym ze szpitali w Los Angeles. Wszyscy ją szanują i liczą się z jej zdaniem jednak za jej plecami większość opowiada, że Nikki skończyła medycynę tylko dzięki nazwisku. Jej ojciec to dyrektor prywatnej kliniki w LA. Jest on szanowanym chirurgiem w świecie medycyny, jednym słowem nikt mu nie podskoczy. Większość może uznałaby, że Nikki miała sielankowe i przyjemne życie, jednak tylko ona wiedziała co było prawdą.

Justin Bieber
Sławna na cały świat gwiazda, której z dnia na dzień zmienia się całe życie.

Megi Butler
Koleżanka Nikki ze studiów. Nie od dziś wiadomo, że niektórzy poczciwi panowie dyskryminują kobiety w pracach, które niegdyś należały głównie do panów, bojąc się, że kobieta zajmie ich miejsce. Takie właśnie zachowania Nikki i Megi znosiły wspólnie.


Na razie tyle, ale będzie dużo innych osób, o których dowiecie się dopiero w czasie czytania. ;)




Tagi: Bohaterowie
11.11.2012 o godz. 17:22

Prolog

Ludzie idą na medycyne z zamiłowania lub z chęci pomagania ludziom. Studia ukańczają tylko najlepsi a potem zaczynają prawdziwą pracę z prawdziwymi problemami. Na początku każdy popełnia ten sam błąd : każdy utożsamia się z pacjentami dopóki nie odczuje na własnej skórze co to znaczy śmierć w szpitalu. Każdy zaczyna się oskarżać i czuć sie winni śmierci pacjenta chociaż tak naprawdę nie mogli już nic więcej zrobić. Z czasem każdy staję się nieczułym na emocje i wykonującym tylko swoją surową pracę lekarzem. Wydawałoby się, że lekarze czy pielęgniarki nie mogą odczuć rutyny towarzyszącej większości w pracy, ponieważ każdy przypadek jest inny, lecz z czasem każdy zaczyna odczuwać nudę i zmęczenie.

[*]
taki słaby ten prolog, przepraszam, ale pierwszy raz go piszę :/ hah
Tagi: prolog
11.11.2012 o godz. 15:47

Hej wszystkim :)
Jestem Bielebierką i się tego nie wstydzę, mówię to publicznie a jeżeli coś Ci w tym przeszkadza to proszę nie czytaj dalej.
Będe pisała opowiadanie o Justinie i pewnej dziewczynie ( nie nowość :) hah) Nie wiem jeszcze jak to się potoczy, mam tylko ustalony początek a później spontan :)
Mam nadzieję, że komuś będzie się podobało to co będę tutaj pisać :)
Pozdrawiam <3
Tagi: info
11.11.2012 o godz. 15:34
belieber-for-ever
belieber-for-ever
O mnie: hm... Powiem tak, nie ważne ile masz lat, jak sie nazywasz albo skąd jesteś, jeżeli mnie nie szanujesz to nie licz na mój szacunek.
statystyki
sekcja użytkownika
Wierz w siebie choćby nie wiem co!!! Nie słuchaj innych, słuchaj siebie!!! A spełnisz swe marzenia!!!